Bisztynek moimi oczami…


Bisztynek moimi oczami…

Bisztynek moimi oczami… to kolorowe miasto, pełne zieleni, radości, mimo wielu smutków jakie to miasto spotkało w ciągu całej jego historii. Bisztynek to maleńkie miasteczko na Warmii, ponad 20 km od granicy z Kaliningradem.  Tutaj się wychowałam i spędziłam większość swojego zycia.

Choć czasem doprowadza mnie do szału i mam ochote uciec stąd jak najdalej, to wiem też, że czuję sie tutaj najbezpieczniej na świecie. Życie tu płynie powoli, takie właśnie Cittaslow.  Wszędzie blisko, do lekarza dostać się nie problem, szkoła i przedszkole pod reką. Mamy 2 banki, pocztę, urząd miejski, 2 apteki, kilka pierarnio-cukierni, nawet hotel z restauracją. Supermarket, sklepik z odzieżą uzywaną, sklepy z nowa odzieżą, obuwniczy, elektryczny, mamy monopol itd.

Może nie ma tu zbyt wielu atrakcji tak jak w duzym mieście, ale jest spokój, święty spokój, a to sobie cenię bardzo. Czasem ludzie dają w kość, szczególnie ostrymi językami, ale mogę to przełknąć, bo wiem, że jak będzie potrzeba, to bisztyniacy skrzykują się w oka mngnieniu i zbierają kasę dla potrzebujących mieszkańców (100 tys. dla chorego chłopca, coroczne bale charytatywne, a od niedawna nawet turnieje piłki nożnej w szczytnym celu). I nie patrzą czy lubią czy nie lubią, może w drobnych sprawach dogadać nam się często trudno, ale jak chodzi o zdrowie  czy zycie sąsiada to nie ma takich jak my w całej Polsce 😉

A więc kiedyś ten mój Bisztynek narysowałam i rysowac będę nadal, czekam tylko na słońce, bo w słońcu to miasto najpiękniej wyglą jak dla mnie. O to kilka prac mojego miasteczka. Korzystałam ze zdjęć swoich i znalezionych w sieci. Ale nie znam autorów, więc prosze o wybaczenie i równocześnie dziękuję 🙂 Rysunki zostały mi do dziś tylko 4, reszta poszła własnie na jakies cele dobroczynne. Obrazki wykonane są technika mieszaną, trochę akwarelek, trochę kredek, piórka, pasteli, ołówka… Czyli wykorzystywałam wszystko, co akurat według mnie nadawało się do uzyskania pożądanego efektu 😉