Jak zostać artystą i zacząć tworzyć? Czyli dlaczego wiara w talent jest niebezpieczna. CZ.II

Jak zostać artystą i zacząć tworzyć? Czyli dlaczego wiara w talent jest niebezpieczna. CZ.II

19 lutego, 2021 0 przez Kamazawadzka

„Nie boję się człowieka, który ćwiczył 10000 kopnięć. Boję się człowieka, który ćwiczył jedno kopnięcie 10000 razy.” Bruce Lee. Jak zostać artystą i zacząć tworzyć? Czyli dlaczego wiara w talent jest niebezpieczna.Jakie znaczenie ma ciężka i systematyczna praca?

Dlaczego wiara w talent jest niebezpieczna dla naszego rozwoju i psychiki? Jak zostać artystą i zacząć tworzyć? Jakie znaczenie ma ciężka i systematyczna praca? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie najlepiej jak potrafię, będę skupiać się w tym artykule na moim doświadczeniu. Wrzucę kilka ciekawostek, ale tym razem bez wielu cytatów. Jako dziecko często słyszałam, ze mam talent. Jako dorosła również. Dużo tworzyłam, więc zostałam artystą pełną parą 😉

Często słyszę od ludzi, że zawsze chcieli malować, rysować, że chcieli zostać artystą, ale nie mieli talentu. Ten wpis jest dla nich.

Co to talent i skąd się bierze? Kto w ogóle wymyślił to pojęcie? Coraz częściej rozkminiam ten temat z perspektywy mojej osobistej ścieżki artystycznej, zawodowej i niespełnionych marzeń wielu ludzi, z którymi rozmawiam.

Ponoć Fryderyk Nietzsche powiedział coś w tym stylu, że „gdy wszystko jest doskonałe , nie pytamy jak do tego doszło….”

No właśnie. Zatem wrócę do mojego dzieciństwa. Rysuję odkąd pamiętam. Moje pierwsze wspomnienia w tym temacie , to kiedy siedzę na krześle i moje małe nóżki nie sięgają nawet podłogi, więc musiałam być malutka. Rysowałam kredkami. Chyba świecowymi. I weszła do nas jakaś znajoma rodziców i słowa jakie pamiętam- Kamila rysuje, Kamilka ma talent. Potem tez często to słyszałam. W przedszkolu np. Potem w pierwszych trzech klasach nic. Pamiętam jak chyba w II klasie narysowałam księżniczkę ołówkiem na ławce. Za karę musiałam zostać po lekcjach i pomyć dokładnie wszystkie ławki w klasie 😉 Więcej po ławkach starałam się nie mazać. Ale różnie to było. Jak mi się zdarzyło to zawsze to był tylko ołówek- w razie czego łatwiej zmyć 🙂

Potem kolejne klasy. Ciągle rysowałam. Dosyć dobrze mi to wychodziło. Czy dlatego, że miałam talent, czy może dlatego, że ciągle rysowałam i tym samym szlifowałam umiejętności?

Mój tata rysował. Miał bardzo lekką kreskę. W kilka minut potrafił narysować pędzącego konia, a na nim rycerza w zbroi.

Uwielbiałam kiedy to robił. Podziwiałam go za to. Chciałam tak samo.

A , że czułam się jako dziecko z tatą związana więc chciałam tym bardziej. I tak było. Rysowałam, malowałam I ciągle słyszałam, że mam talent. I w to uwierzyłam. Tym bardziej, że coraz lepiej mi to wychodziło. Dostawałam potwierdzenia od kolejnych osób. Mijały lata, a ja dalej rysowałam.

Ale pewnego dnia coś się we mnie zablokowało. Pamiętam, ze bardzo chciałam coś namalować. Nie pamiętam co, ale pamiętam, że nic mi nie wychodziło. Raz, drugi, trzeci. I wtedy ze złością zapytałam siebie- no i gdzie ten mój talent, skoro mi nie wychodzi? I na jakiś czas przestałam rysować. Ograniczyłam się do bazgrania w zeszytach. Ostatni zryw artystyczny to było jak miałam jakieś 15/16 lat i stworzyłam serię grafik ołówkiem i węglem, na formacie b2. To było moje małe katharsis po śmierci taty, który odszedł gdy miałam 11 lat.

Po szkole średniej dostałam się na studia artystyczne. No bo gdzie? No tak zeszło mi 5 lat rysowania na zawołanie, na zaliczenie, itp. Itd. Nie tworzyłam nic swojego. Ponoć wielu studentów tak ma, ale nie mam badań na ten temat.

Po 5 latach broniąc dyplomu byłam już zoną i mamą rocznej córeczki. Chciałam iść do pracy, ale w małym mieście, bez żłobka, mgr sztuki… Wiecie sami. Nawet kasy fiskalnej nie umiałam obsłużyć. Takie życie. A chciałam zarabiać, jak przystało na dorosłą kobietę w XXI wieku. Zobaczyłam, że na Allegro ktoś robi portrety ze zdjęć na zamówienie. Zrobiłam kilka swoich. Założyłam stronę, pojawiły się pierwsze zamówienia, a potem kolejne i kolejne i kolejne. I tak już ponad 13 lat.

W międzyczasie podziwiałam artystów, którzy rysowali mega realistycznie. Wydawało mi się to nie do osiągnięcia. Z jednej strony wiedziałam, że dużo potrafię, rozwijałam swój warsztat, byłam coraz lepsza, ale po 10 latach powinnam być o niebo dalej. A jednak nie byłam. Patrząc na rysunki tych artystów miałam wrażenie że to gwiazdy, które prawie masz w ręku, a jednak są miliony lat świetlnych od ciebie…. Czułam szklany sufit.

A przecież ludzi i portrety rysuję odkąd pamiętam. Kolorowanki, które najwięcej sprawiały mi radości to te, na których byli ludzie. Kiedy dostałam pierwsze tłuste pastele- namalowałam twarz. Pierwsze naciągnięte płótno- namalowałam twarz. Słuchałam Perfectu i The Doors- narysowałam Markowskiego i Morrisona. Portrety. Moja seria Katharsis- ludzkie postaci, twarze. Czyli mogę powiedzieć, że rysuję portrety od dziecka. Na studiach tego nie uczyli. Na zajęciach z rysunku było maglowanie martwej natury.

Całe życie byłam samoukiem w tej dziedzinie. Uczyłam się metodą prób i błędów. I dlatego tak wiele lat stałam w miejscu, frustrując się patrząc na tych zdolniejszych portrecistów. Aż wpadłam na genialny pomysł, żeby zacząć się od nich uczyć. Żeby odważyć się i napisać wiadomość o treści- HEJ ! JAK TY TO ROBISZ? JAKICH UŻYWASZ NARZĘDZI?

I odpowiadali. Ale żeby usłyszeć odpowiedź, musiałam znów stać się uczniem. Stać się jak dziecko, bez uprzedzeń, bez porażek, bez własnej historii, bez rozbuchanego ego, bez frustracji, z pokorą. Tu nie było miejsca na mądrzenie się, bo jestem przecież być może lepiej wykształcona i teoretycznie to ja powinnam uczyć ich 😉 Nie, tu trzeba było pokory. I nagle, okazało się, że potrafię, że potrafię narysować o niebo lepiej niż do tej pory. Że potrafię przebić ten cholerny szklany sufit.

I przestałam wierzyć w talent. Tylko w wiedzę – jak coś zrobić. I w ciężką, systematyczną pracę, żeby szlifować zdobyte umiejętności.

Kiedy ktoś ciebie zapyta, czy potrafisz zrobić coś takiego, żeby w ścianie wisiał haczyk, to czy odpowiesz, że nie masz talentu? Prędzej powiesz, że nie masz pojęcia jak to zrobić, bo nigdy nie obsługiwałeś wiertarki. Ale jak ktoś ci pokaże- krok po kroku jak to zrobić, jak wywiercić odpowiedni otwór, jak wbić odpowiedni kołek i jak wkręcić odpowiedni haczyk, a potem wykona to z tobą raz jeszcze , a potem pozwoli ci to zrobić samemu, pod jego okiem, skoryguje błędy, i jak będziesz słuchał tych wskazówek, nie będziesz strzelał fochów i cały czas ćwiczył, to za jakiś czas będziesz umiał to zrobić bardzo dobrze.

I tak samo jest z rysowaniem czy malowaniem- jeśli ktoś pokaże ci krok po kroku jak coś narysować, to też w końcu będziesz to umiał. I talent nie ma tu nic do rzeczy. Nawet wysoki stopień inteligencji nie ma nic do rzeczy. Pracuję z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie i uczę ich rysować. I jedni łapią szybciej, inni trochę wolniej. Niektórzy nigdy nie załapią. Niektórzy od razu. Ale to udowadnia, że nie trzeba mieć niezwykłych zdolności, ani artystycznych, ani intelektualnych. Wystarczy, że chcesz się nauczyć, znajdziesz dobrego nauczyciela i będziesz ćwiczyć. Od ogólnej zdolności przyswajania wiedzy i ilorazu inteligencji zależy jedynie to, jak szybko załapiesz. A i to nie jest pewnikiem. Bo liczy się jeszcze charakter- pokora- czy chcesz być uczniem,-czy nie boisz się porażek.

Porażki to część nauki. Bez tej świadomości nawet nie siadaj do nauki bo szybko się sfrustrujesz. Amen? Amen!

(Jest jeszcze kwestia możliwości fizycznych reki, czy nie mamy jakichś deformacji lub innych problemów, przez które nie możemy uzyskać pełnej kontroli nad dłonią. Ale o tych problemach w innym wpisie)

Dla przykładu wklejam zdjęcie portretu, który narysowałam kilka lat temu i obok portret, który wykonałam w okresie uczenia się od innych portrecistów.

2009
2019

Jest różnica? Pokonałam samą siebie, prawda? I jestem mega dumna. Szczególnie z tego portretu, bo wymagał on ode mnie cierpliwości. Trzeba było posiedzieć przy nim trochę dłużej niż zwykle, bo tego wymagają szczegóły. A ja jestem meeega niecierpliwa. U mnie musi być już, natychmiast, na teraz. Nie znoszę siedzieć nad jedną pracą dłużnej niż kilka godzin. I to z przerwami 😉 Cierpliwości tez musiałam się nauczyć. I przypomniałam sobie wtedy, co to FLOW…… Takie samo flow, które czułam jako 15 latka tworząc Katharsis. Mega uczucie. Polecam.

Dlaczego zatem ludzie wierzą w talent? Bo jest to tajemnicze- a my lubimy tajemnice, romantyczną otoczkę wrażliwego artysty, który dotknięty iskra bożą, dotknięty również szaleństwem…wolny, ekstrawagancki. Podziwiamy artystów, bo tworzą piękno, nazywają uczucia, emocje, odkrywają tajemnice, które drzemią w każdym z nas. Wolne dusze, kolorowe ptaki. (A potem lądują pod mostem bo bez weny nie potrafią zrobić nic na zamówienie, albo z tej nadwrażliwości popadają w skrajne nałogi i staczają się na dno. Rzeczywiście mega atrakcyjne. )

Wierzymy w talent, bo fajnie jest wierzyć, że artyści bez żadnego wysiłku tworzą dzieła sztuki, wzruszające wiersze, porywające utwory.

Że ot tak, machną pędzlem i jest. Nie chcemy znać ścieżki jaką takie osoby przeszły, żeby to machnięcie było z sensem. Lubimy w to wierzyć, że to przychodzi im łatwo, ot tak. Bo to zwalnia nas z odpowiedzialności. Bo skoro nie mam talentu to nic mi nie wyjdzie, więc nie będę nawet próbować. Będę patrzeć i cicho w sercu zazdrościć.

Bo jeśli uznam, ze to nie talent, tylko ciężka praca, to już nie mam wymówki. Już nie mam czym podeprzeć braku działania.

Ale tez jest innego rodzaju kłamstwo. Nawet jeśli coś próbujesz, a nie wychodzi, to jak wierzysz w talent, to dojdziesz do wniosku, że nie wychodzi ci, bo nie masz tego talentu. Tak jak ja przed laty. I nie przyjdzie ci do głowy, że po prostu nie masz pojęcia JAK coś narysować. Oraz że to nie kwestia talentu, a zwykły brak umiejętności wynikający z braku wiedzy . I nic poza tym.

Lubimy wierzyć, że utalentowanym wszystko przychodzi łatwo. A to nie prawda.

My po prostu nie widzimy tych godzin spędzonych w pracowni, porwanych kartek, złamanych ołówków, zmarnowanych farb, zniszczonych pędzli. Frustracji, ciężkiej pracy, zmęczenia, płaczu, rzucania mięsem, spalonych obrazów, rzeźb, połamanych gitar.

Tego nie widać. Bo tego się innym nie pokazuje., To element intymnego procesu tworzenia. Ludziom pokazuję się efekt.A z czasem, rzeczywiście wychodzi nam lepiej, łatwiej szybciej. Tylko, że to już suma naszego doświadczenia, wprawy , biegłości , pewności siebie. Proste prawda?

” Talent artysty, to tworzenie podczas ciągłej pracy”

Wiara w talent jest też bardzo niebezpieczna dla samych artystów(powtarzam). Bo tym niepokornym rozbucha ego do granic możliwości. A tych z deficytami wiary w siebie zdołuje każde niepowodzenie. W obu tych opcjach na dłuższą metę nie ma mowy o rozwoju. Jako małe dziecko należałam do tej pierwszej grupy, jak dorosłam- do tej drugiej. Znam obie te mroczne strony. Obie są okropne, obie frustrujące. Ale kiedy przestałam wierzyć w talent, tylko w naukę, doświadczanie, przekraczanie swoich granic, ciężką, systematyczną pracę – (tak jak sportowcy trenujący na zawody olimpijskie) , to moja pewność siebie wzrosła, dojrzała.

Pozbyłam się kompleksów będąc ciągle ubrana w mundurek uczennicy.

Uwierzcie mi- to jest MEEEGA uczucie, kiedy wiesz, że jak odpowiednio się uzbroisz w cierpliwość, wytrwałość i wiedzę to możesz naprawdę dużo osiągnąć. I nie musisz się z nikim porównywać, bo wiesz, że dla wszystkich artystów starczy miejsca pod wielkim dachem nieba ;-). I że nie trzeba nikogo naśladować, brnąć cudzą ścieżką, że możesz mieć swój indywidualny styl, i że nie musi się to nikomu podobać oprócz ciebie i twoich najbliższych. Nagle pojawia się dziecięca radość z tworzenia. A co za tym idzie- rozwija się nasza kreatywność. Ale o tym w kolejnym wpisie.

Trzeba też wiedzieć o tym, co dziś jest już pewne- że nasz mózg jest plastyczny, i ci co wierzą w stałość cech- nie rozwijają się tak samo jak ci, którzy wierzą, że te cechy można rozwijać. I je rozwijają.

Nie ważne ile masz lat. Lub co wmawiali ci jak byłeś dzieckiem. Nie ważne jakie masz doświadczenie i umiejętności. Przestań wierzyć w talent. Jeśli marzysz o tym by być artystą, by tworzyć- to sięgnij po te marzenia. Są w zasięgu twojej ręki. Znajdź nauczyciela. Pytaj, szukaj, ćwicz. Stań się uczniem. I pilnuj serca swego 😉

Dodam na koniec kilka fragmentów ze wspaniałego wykładu traktującego o tym temacie . do którego podaję link niżej. Jest tam wszystko obszernie wyjaśnione. Na prawdę zapraszam do wysłuchania.

Talent czy wysiłek? Dlaczego promujemy kulturę talentu zamiast docenić wytrwałość – dr Konrad Bocian

„Wysiłek liczy się podwójnie” „Talent+wysiłek = umiejętność Umiejętność + wysiłek= Osiągnięcie”

(Czyli idąc słowami Jezusa- po owocach ich poznacie)

„Talent to tylko niewykorzystany potencjał. A twoje umiejętności są tylko tym, co mogłeś zrobić, a nie zrobiłeś”

Profesor Ericsson badał życie i działalność ekspertów. Sprawdzał co ich łączy. Każdy z nich przeznaczył na swoja pracę mniej więcej około 10 000 godzin.

Pani Morris Cox badała również geniuszy. Ci, którzy najwięcej osiągnęli byli najbardziej pracowici. Warto zapoznawać się z życiorysami sławnych ludzi.

Po tym wykładzie poznacie co to „skala uporu”, „test pianki”, „preferencja do osób utalentowanych” i wiele innych.

Tak więc koniec części drugiej. W kolejnym wpisie opowiem o kreatywności. Oraz o tym od czego zacząć . I wiele innych wskazówek, które na pewno ci się przydadzą na nowej drodze życia 😉

Zapoznaj się także z Cz.I

0